Wydarzenia

Paulina Szewczyk laureatką konkursu literackiego

 Wydarzenie zakończone
 
0
Kategoria
2017
Ostatni termin
2017-12-01 00:00

Paulina Szewczyk laureatką konkursu literackiego

Paulina Szewczyk (1d) została laureatką XIII edycji Dolnośląskiego Konkursu Literackiego O Laur Złotego Pióra „My Polacy, My Dolnoślązacy”, którego organizatorami są Liceum Salezjańskie we Wrocławiu wespół z „Gościem Niedzielnym”. Jej praca został wyróżniona spośród 150 nadesłanych na konkurs z całego Dolnego Śląska. Uroczysta gala odbyła się w 1 grudnia w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

Paulina pisała na temat w którym należało ustosunkować się do słów o. Fabiana Kaltbacha OFM: „Można nie pomagać, można znaleźć wiele racjonalnych argumentów dla konkretnych przypadków, aby nie pomagać. Ale to nic nie zmieni. Nadal będą głodni, chorzy, cierpiący, potrzebujący. Lepiej zgrzeszyć nadmiarem dobroci i naiwności, niż nadmiarem kalkulacji i nieufności”. Jako formę wybrała opowiadanie. – Od samego początku wiedziałam, że będzie to opowiadanie, ponieważ w tej formie czuję się najlepiej ­– powiedziała po rozdaniu nagród. – A kiedy zapoznałam się z tematami, od razu wiedziałam co napisać. Wykorzystałam jeden ze swoich starych tekstów, napisanych jeszcze w Gimnazjum. Wymagał jedynie drobnych poprawek i usunięcia, niektórych zbędnych fragmentów. Moja praca była jedną z wyróżnionych i mimo iż nie znalazła się w czołówce, to jestem z niej dumna. Wiem, że nic bym w niej nie zmieniła, nawet jeśli dzięki temu mogłabym zająć wyższe miejsce.

Serdecznie gratulujemy!

Poniżej publikujemy jej opowiadanie.

 

Czy warto...?

Wielokrotnie powtarzano mi, że nie warto marnować dodatkowego czasu, na kogoś kto nie ma zamiaru współpracować. Przecież w kolejce za nim, czekają następni. Nie lubiłam takiego podejścia, zupełnie jakby zamienić tych ludzi na numery, które można wykreślić z listy, jednym przeciągnięciem pióra. Żyłam z nadzieją, że każdemu można pomóc, nawet jeśli miałoby to trwać i trwać, w nieskończoność. Często mówili mi, że doprowadzi mnie to kiedyś do zguby. Zbywałam ich machnięciem ręki, ale jak się później okazało, było w tym ziarenko prawdy. Próba dalszej pomocy mogła okazać się moim rychłym końcem.

Po raz setny tego wieczoru, przejrzałam akta i zrobione przez siebie notatki. Niby wszystko się zgadzało, ułożone pytania zdawały się być odpowiednie, ale ciągle miałam przeczucie, że to jeszcze nie to, że coś przeoczyłam, przegapiłam jakiś ważny szczegół. Skrzypienie drzwi, zasygnalizowało czyjąś obecność. Uniosłam wzrok znad papierów. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy ujrzałam Jim’a. Próbował przybrać beztroski wygląd, jednak zdradzały go oczy. Biła z nich niewyobrażalna troska. Zrobiło mi się cieplej w środku, martwił się o mnie. Ale wiedziałam co zaraz nastąpi, próbował tego samego od kilku tygodni.

– Nie zaczynaj nawet. – odezwałam się, zanim on to zrobił.

– To Cię przerasta Elanie. Wracasz do domu, zabierając ze sobą pracę. Całe noce spędzasz na znalezieniu odpowiedzi, które mogą w ogóle nie istnieć. Stajesz się cieniem samej siebie.

– Nie mogę odpuści, nie teraz, kiedy jestem już u celu. Jeśli zrezygnuję będzie mnie to zżerało każdej nocy kawałek po kawałku, póki nie pozostanie już nic. Tym razem się uda, musi.

– Mówiłaś tak ostatnie pięć razy. – westchnął przeciągle. - Wiem, że Ci na tym zależy, ale..

– Nie ma tym, tylko na nim, to dobry chłopak, zasługuje na jeszcze jedną szansę.

– Dostał ich już wystarczająco. – już miałam coś na to odpowiedzieć, ale nie dał mi dojść do słowa. – Ufam Ci kochanie i wierze, że tym razem Ci się uda. Jest tego wart, prawda?

– Bardziej niż ktokolwiek inny – wyszeptałam wtulona w jego ciepłe, silne ramię.

***

– Nie sądzi pani, że to strata czasu?

– Mówisz zupełnie jak mój mąż. – odparłam, przewracając jeszcze jedną stronę.

– Widocznie wie co mówi, to bezsensu. Ile razy chce pani jeszcze próbować? Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt?

Do skutku Charlie, aż do skutku. Nie uzyskawszy odpowiedzi, zrezygnowany opadł na fotel, opierając głowę o zagłówek i krzyżując nogi w kostkach.

Ostatni raz przejrzałam wykonane tej nocy notatki oraz te, które robiłam od jego pierwszej wizyty tutaj. Próbowałam spisywać te tematy, przy których poruszaniu, zamykał się w sobie, by później móc je skutecznie omijać. Zgromadziło się ich dość sporo, co niestety nie ułatwiało mi zadania. Poświęciłam prawie całą noc na przygotowanie odpowiednich pytań i teraz mam szansę przekonać się, czy okażą się właściwe. Odłożyłam teczkę na stolik i oparłam się wygodnie o oparcie fotela. Już wcześniej zauważyłam, że jest bardziej rozluźniony, gdy skupiam się na tym co mówi, a nie robieniu notatek.

– Od czego pragnąłeś się uwolnić? – zapytałam jakby od niechcenia. Choć w środku tak naprawdę skręcało mnie z nerwów. Zmarszczył brwi, skupiając wzrok na dzbanku stojącym na małym, dębowym stoliczku, przykrytym koronkowym obrusem.

– Może pani jaśniej? – odezwał się dopiero po dłuższej chwili. Chyba mi się udało.

– Od czego chciałeś uciec, gdy to zrobiłeś? O czym myślałeś? – sprecyzowałam.

– Gdy zrobiłem, co? - wiedziałam, że chciał mnie zmusić, do wypowiedzenia tylko słów, ale nie zamierzałam, dać się sprowokować. Nie po to dogłębnie przestudiowałam historię jego leczenia, by zaprzepaścić to tymi dwoma słowami. Musiałam z tego wybrnąć.

– Gdy zrobiłeś coś, co pociągnęło za sobą, zatrzymanie akcji serca i zmuszenie do terapii.

– Nie nazwie tego pani po imieniu? Wszystkim zawsze przychodziło to z taką łatwością.

– Skąd mam wiedzieć, jak to nazwać, skoro tak naprawdę nic na ten temat nie wiem.

Taka była prawda, nie wiedziałam co się wtedy wydarzyło, nikt nie wiedział.

– Przecież prowadzi mnie pani już kilka miesięcy, zna pani moją historię hospitalizacji.

– Zapoznałam się z nią, ale co lekarze na ostrym dyżurze mogli wiedzieć. Ich obchodził tylko twój organizm, nie psychika. Wyciągnęli jedynie powierzchowne wnioski, nic po za tym.

Zagryzł wargę, wyraźnie się nad czymś zastanawiając.

– Nigdy nie chciałem się zabić, nawet mi to przez myśl nie przeszło. To.. to nie była próba samobójcza. - poczułam jak kamień spadł mi z serca. Ruchem głowy, wskazałam aby kontynuował. - Po prostu chciałem wreszcie zaznać snu, takiego normalnego, długiego.

Zmarszczyłam brwi, otwierając ponownie teczkę, poszukując informacji na ten temat.

– Niech pani nie szuka. Nie ma tam za dużo na ten temat, jedynie to, że zostały mi przepisane tabletki nasenne.

– To je przedawkowałeś, przekroczyłeś maksymalną dawkę prawie trzykrotnie. – odparłam, gdy wreszcie odnalazłam właściwą kartkę. Rzeczywiście nie było o tym za dużo. Jedynie dwa zdania w dwudziestostronicowej kartotece.  

– Dlatego, że mniejsza ilość już nie działała, a nawet jeśli, to skutkowała zaledwie dwoma, góra trzema godzinami snu. – zagryzłam wargę, próbując to jakoś uporządkować. Coś mi w tym wszystkim nie grało. - Niech się pani nie krepuje, – odparł, widocznie dostrzegając moje rozdarcie. - jak widać zebrało mi się dzisiaj na zwierzenia.

– Bezsenność to poważna rzecz i nie rozumiem, dlaczego jest o niej tak mało w twojej karcie.

– Chyba uznano, że to nic nieznaczący szczegół, a prawda była taka, że właśnie to mnie niszczyło. Zaczęło się od koszmarów, budziłem się w środku nocy z krzykiem, zalany potem. A później było już tylko gorzej…

W swoim życiu pomogłam już wielu ludziom. Będąc u schyłku swojego leczenia i opuszczając mury tego miejsca po ostatniej wizycie, ich twarze zdobiły uśmiechy. Uśmiechy szczęścia i ulgi. Nielicznych jeszcze kiedyś spotkałam, większość wyjechała, chcąc odciąć się od swojej przeszłości. Sądziłam, że Charlie jest jednym z nich. Od naszego ostatniego spotkania minęły już trzy lata. Do dziś pamiętam jego twarz. Zdobił ją delikatny uśmiech, pierwszy w pełni naturalny, nie było w nim nic sztucznego, nie był wymuszony.

Było ciepłe marcowe popołudnie, gdy dostrzegłam go wychodzącego z miejscowej kawiarni. Ku mojemu zaskoczeniu, nie był sam. Towarzyszyła mu długowłosa brunetka, w szarym płaszczu. Szatyn objął ją ramieniem, uśmiechając się przy tym szeroko i oboje ruszyli w stronę rynku. Wyglądali na szczęśliwych. Zanim zniknęli za rogiem ulicy, dziewczyna pocałowała go krótko w usta i mocniej wtuliła się jego bok. Czym z kolei, wywołała uśmiech na mojej twarzy. Właśnie dlatego kocham swoją pracę i cieszę się, że nie zrezygnowałam z niego, tak jak to zrobili moi poprzednicy. Ten chłopak zdecydowanie wart był czasu i ciężkiej pracy, którą w niego włożyłam.

 
 

Dostępne terminy

  • 2017-12-01 00:00

Lista uczestników

 Brak uczestników 

Powered by iCagenda

Ogłoszenia

  • BAKCYL Programowania +

    Zapraszamy uczestników warsztatów "BAKCYL Programowania" do udziału w II cześci w dniu 13 XII br.  godz 10.00 - sala 51   Read More
  • 1

Kontakt:

Liceum Ogólnokształcące Nr I
im. Jana III Sobieskiego;

55-200 Oława; Plac Zamkowy 10 
Telefon: +71 313 27 48

 

 


Sukcesy:

wyróżnienie tygodnika Perspektywy
w rankingu najlepszych liceów
w Polsce


Certyfikaty:

wysokiej jakości kształcenia 
Politechniki Wrocławskiej
i Uniwersytetu Przyrodniczego

   


Współpraca:

Wyższa Szkoła Bankowa
we Wroclawiu

 

Sign in to your account